Mąż powinien dawać tylko żonie.

Kategoria: Rodzina Opublikowano: czwartek, 04 styczeń 2018 RadosnyTata Drukuj E-mail

Wchodzę w Nowy Rok bez postanowień. Mam wtedy gwarancję że dotrzymam słowa i nikt mi nie zarzuci fałszu czy obłudy. Mam, pomimo pierwszego zdania, swoje pomysły jak wprowadzić w życie harmonię i szczęście. Cytując Laskowika – jak trzymać grabie i jak dogodzić babie. Czort wie które z tych dwóch jest ważniejsze, chociaż uważam że ważne są obie.

Każdego roku, miesiąca, tygodnia, dnia doczytuję w różnych poradnikach, sugestiach jak to w pięć kroków odmienić swoje życie. Nie jestem wielbicielem takich porad zawartych w jednym zdaniu ( wiążą się z tym przecież miesiące wyrzeczeń aby sprostać prostym wskazówkom) – wprowadzają one z reguły wiele zamieszania, może to i dobrze, zamieszanie nie zawsze musi być negatywne.

A więc po kolei, nie każdy wpis musi odnosić się do dzieci, a nie każda uwaga mieć pesymizm w odbiorze.

Dzisiaj podam przykłady zachowania dzięki którym Wasze i moja żona poczuje się jak dama.

  1. Kochać, jak to trudno powiedzieć.

Pamiętam jak kilka lat temu, przy okazji spotkania ze znajomymi, jedna z dziewczyn palnęła – facet używa słowa „kocham” przeważnie wtedy kiedy ma orgazm. Kiedy już salwa śmiechu ucichła, zapytałem autorki słów, czy tak myśli na serio, czy jest to tylko mały wkręt do dyskusji, o tym  najbardziej wypranym słowie w historii ludzkości. Tuż obok miłości. Odpowiedziała że owszem. Bardzo często słyszy jak jej chłopak w momencie uniesienia mówi jej tyle komplementów, ale zapomina je powtarzać w szarej codzienności. Zdarzyło się że przeprowadziła eksperyment, nie aranżowała zbliżeń, nie dopuszczała do nich i przez cały ten okres nie usłyszała nic cieplejszego poza „o której obiad”.  Zapadło między nami milczenie. Chwila milczenia i oczywiście za chwilę pojawił się temat zastępczy. Nie pozostaliśmy w trakcie tego spotkania obojętni na to co opowiadała. 

Jak to się dzieje że to bardzo oczywiste oświadczenie nie gości w domach ot tak, bo powinno? Celowo użyłem słowo „oświadczenie”, a nie „słowo”. Słowo nie niesie za sobą deklaracji uczynienia kroku w jakimś kierunku, oświadczenie już zobowiązuje. Chcę aby i w moim domu owe słowo nie tylko wypełniało nasze usta, ale myśli, pragnienia, zaangażowanie emocjonalne a przede wszystkim odmieniało nasze relacje i nasze życie. Tyle i aż tyle. Zauważyłem że im więcej myślę o tym jak bardzo kocham moją żonę, tym więcej dostrzegam w niej zalet, a nie zauważam wad. Mimo to, wady są nam niezbędnie potrzebne. Nie jest żadną sztuką pokochać kogoś za jego zalety, sztuką jest pokochać kogoś pomimo jego wad. Szczególnie takich które nam najbardziej przeszkadzają. Wspominam historię jednego małżeństwa, i jest to autentyk. Przez całe życie, raz w tygodniu, żona gotowała zupę pomidorową. Banał, prawda? Ale mąż nigdy nie lubił zupy pomidorowej. Efekt był taki, że On zjadał tę zupę z wielkim apetytem, okazując żonie jaką wspaniałą zupę ugotowała. O tym że nie lubił jej nigdy, odważył się powiedzieć po pięćdziesięciu latach małżeństwa. Z miłością, i kochaniem, można przejść przez całe życie, i nigdy nie będzie tak źle, aby owe zło uczyniłoby nam krzywdę.

  1. Dawać można tylko żonie.

Ilekroć podnoszę ten temat w dyskusji wokół siebie wiele osób uśmiecha się i zaczyna miewać kosmate myśli. Jak to, dawać można tylko żonie… A to są jakieś inne kobiety którym można dawać? Odpowiadam – cała masa innych kobiet i to cała masę wielu rzeczy które rozdajemy my faceci, zapominając rozdawać je w domu. Nie odkrywam Ameryki w tym zakresie, można by tak powiedzieć, a mimo to dla wielu z nas, Panowie, jest to temat tabu. Co my takiego dajemy wielu koleżankom, znajomym a bardzo często zapominamy o tym w domu? Wszystko :P Jest to: uśmiech; wyrażenie podziwu dla wyglądu; uznania za wszystko czego nasze żony dokonują w domu; uprzejmość, zrozumienie dla różnych wypadków w domu, które radośnie naprawiamy po powrocie z pracy;…

 

 Całe mnóstwo. Dziwne? Wydaje się że te kilka rzeczy jest bardzo naturalne, a mimo to są one w wielu domach bardzo obce. Dziwni są Panowie okazujący wiele uprzejmości przypadkowo spotkanym kobietom, a mówiących o swojej żonie „stara”, nie angażujących się uczuciowo w dom bo z zasady uważają że dom to noclegownia a nie centrum życia, miejscem gdzie spełnić się emocjonalnie jest znacznie trudniej. A więc Panowie – dajemy więcej żonie, a tym innym? No cóż, każdy sam, w swoim sumieniu powinien rozważyć ile wartości wnosi w życie, ukochana kobieta.

 

  1. Szanujmy nasze wspaniałe kobiety, nie tylko na pokaz.

Nie ma takiego miejsca w którym bym się nie znalazł, a w którym nie nasłuchałbym się narzekania na Wszystko dookoła. Od zarobków po najbliższych. Czuję się bardzo nieswojo będąc biernym słuchaczem takich dialogów. Czasami nie miałem wyboru, zwyczajnie, stołówka w zakładach pracy jest jedna dla wszystkich, miejsce spożywania posiłku również. Słuchałem i słuchałem aż w końcu prosiłem aby jeden czy drugi się zastanowił nad sobą, nad tym jak opowiada o swojej żonie, o tym jak narusza jej godność i czy przy tym wszystkim ma odwagę zapraszać do swojego domu innych kolegów, zasiadać przy wspólnym stole, zapominając co się mówi o ukochanej w miejscu pracy?

Ostatnie zdanie zbyt długie, sens jest chyba krótki. Jak to jest, pytam sam siebie, jak można opowiadać o tym jak to „stara” się nie stara, stale „coś tam buraczy”, „wkurza co dziennie bo domaga się uwagi” (przy czym użyte słowo wkurza jest tym łagodniejszym). Efekt często był taki, że nie wielu kolegów zapraszało mnie do siebie z moją żoną, w obawie przed tym że jednak dostrzeganie w kobiecie kogoś więcej niż sprzętu domowego, naraża ich związki na szwank. Nie, nie robię z siebie bohatera, sam mam na sumieniu dość sporo w zakresie uszczypliwości, kąśliwych uwag, co wcale nie stawia mnie ponad innymi, a mogłoby mnie postawić w świetle obłudy. Mogę oczywiście napisać, co jest zgodne z prawdą, że nigdy, nawet żartem, nie opowiadałem o niej „stara”, nie mam powodu do krytyki czy wyśmiewania tego wszystkiego co ona dla mnie robi. A więc? Szanujmy nasze Żony i niech będą przez nas traktowane tak, jak my chcemy aby one traktowały nas.

  1. Każda kobieta ma w sobie demona, ale nie każdy mąż chce go w niej obudzić.

Satysfakcja z życia seksualnego jest fundamentem udanego pożycia. Przekłada się na porozumienie, na radość, na endorfiny, na spoglądanie łaskawym okiem na stosy niewyprasowanego prania. Po udanej, satysfakcjonującej nocy nawet niedosolona zupa jest niestraszna. Niestety, nie jest to dziedzina w przypadku której mężowie milczą. Oczywiście, zdecydowana większość opinii negatywna. Nie mnie oceniać ich właściwe zaangażowanie w pieszczeniu małżonki, ale czy przerwa śniadaniowa to odpowiedni czas i miejsce? Jeszcze jako młody kawaler słuchałem o tym chlebie co się przejada, a po latach to już taka nuda że nic, tylko telewizja zostaje. Mija nam właśnie prawie 10 lat od kiedy postanowiliśmy być razem. Czy się przejadłem? Nie, mam apetyty na więcej. Zrozumiałem inną maksymę, najlepszy kotlet schabowy podany na 1000 różnych sposobów pozostanie kotletem, ale dodatki mogą go albo ubogacić, albo całkowicie spier…. . Przepraszam za owe słowo, co mi się wymsknęło. Mam tego pecha że obudziłem w mojej żonie demona. A takiego demona zaspokoić to już nie taka prosta sprawa. Życzę każdemu mężowi, aby obudzili w swojej żonie takiego demona. Wiąże się to z ryzykiem wielu nieprzespanych wieczorów, rozbudzenia pomysłowości, zniesieniu ograniczeń, mimo wszystko – wyzbyciu się wstydu. Żona demon nie będzie czekać z rozłożonymi nogami na trzęsienie ziemi tylko pragnie wywołać owe trzęsienie, a wszystko to za pomocą męża. Tutaj przychodzi mi do głowy jeszcze jedna uwaga. Wielu mężów opowiada jak to ich „stare” się zapuściły, jak nie dbają, jak nie mają weny aby zadbać… Wystarczy zajrzeć do pierwszego punktu tego wpisu aby mieć wyjaśnienie. Chociaż nie, wypadałoby jeszcze spojrzeć w lustro.

 

  1. Gorliwe punktowanie wad nie pozwala dostrzegać zalet.

Wrócę raz jeszcze do szatni, stołówki, gdzie grupa ludzi się przebiera do pracy, zajada kanapki, i robi wiele innych rzeczy. Podczas takich okazji, często można posłuchać ile to owe „stare” znowu narobiły, a ileż to On, młody i jurny musiał ponaprawiać. Spoko, mnie także irytują drobne naprawy, których każdego dnia mam nie mało, ale czy jest to powód aby prowadzić wojny podjazdowe z żoną? Mam takie wrażenie że te chodzące ideały kompletnie zatraciły poczucie rzeczywistości i nie dostrzegają iż ich wkład w małżeństwo, poza pensją, jest żaden.

Można to porównać z polem bitwy. Dwie wrogie armie podbijają swoje terytorium i walczą dla siebie o jak największą autonomię jednocześnie zrzucając z siebie wszelką odpowiedzialność za straty poniesione w boju na swojego partnera.

Apeluję więc do nas wszystkich, nie ma potrzeby w naszej ojczyźnie budować nowych murów. Jeszcze stare się dość dobrze trzymają, po co więc stawiać nowe zasieki?

Moja kochana Agnieszka jak przeczyta ten tekst to się pewnie za głowę chwyci, albo znowu zaleci mi wizytę u dobrego specjalisty. Tak, ten rok będzie przełomowy pod każdym względem. I o to chodzi.

 

Ps. Jednego moja żona ode mnie już nigdy nie dostanie od kiedy na pierwszą naszą wspólną gwiazdkę otrzymała perfum. Baaaaardzo drogi. Nie pamiętam abym poczuł go na niej chociaż raz, za to wszędzie pachniało nasze mieszkanie – maskowała tym zapachem inne zapachy pozostawiane przez Gufiego, wtedy jeszcze szczeniaka uczącego się czystości w domu.

Odsłony: 1737

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież

Mam to co mam i jestem szczęśliwy

Straciłem to co straciłem i nadal jestem szczęśliwy