List do A. część pierwsza

Nie oszukuję siebie. Nie buduję swojej wizji świata opartej o fantazje czy poważne filozofie. Jestem daleki od tego aby kierować się jakimikolwiek wizjami, chociaż przyznam, są takie, dla których czasami umieram i żałuję jak przywracam się do życia po seansie snu. Nie są mi do tego potrzebne żadne nadzwyczajne środki czy preparaty .

Do tego wszystkiego jest mi co najwyżej potrzebna dobra książka, kubek herbaty, z samego rana jakaś czerwona, na wieczór z odrobiną mięty, z delikatnie grającą muzyką, tak aby dźwięki i słowa nie demolowały, nie wdzierały się zbyt gwałtownie w punkt, gdzie mają pozostać tylko tłem.

Otwieram od wielu lat tę samą Powieść, odkrywam tych samych Bohaterów, te same Historie, to samo życie. Otwieram tę samą Przygodę, z której przez tyle sesji byłem tak dumny, a dzisiaj tak jakby popadła w rutynę. Zamarzam w tym samym trakcie, tej samej chwili. Opadają na mnie mgły cielesnego doznania obecności Powieści, tej samej Przygody. Opadamy razem w objęciu i uścisku zakochanych w sobie dwojga ludzi, znających swoje Pragnienia, nawet te najbardziej skryte, te najbardziej perwersyjne, ale nie obce. Wraz z nami opadają dłonie, zatrzymujące się na znanych kropkach i przecinkach. Po tylu latach, chciałoby się powiedzieć, po tylu latach Borze, a my stale tacy młodzi, zwariowani, zanurzeni w grzechu, utopieni w otchłani rozkoszy dotykamy się wzajemnie, wzajemnie przynosząc sobie drżenie by po chwili eksplodować i ulecieć gdzieś poza granice znanej nam Przygody, znanej nam Powieści. Tylko głupiec pozwoli w takim wrażliwym momencie na to aby ugasić wszystkie płomyki. One tlą się, chcą wznosić się na powrót tam, skąd opadały. Wspinają się, dopisują kolejne wersy znanej nam Historii, a jakże odmiennej od tego co zostało napisane przez Nas przed chwilą.

Wspinaczka na ten szczyt nigdy nie była zbyt łatwa. Pamiętam takie dni, kiedy ani Powieść, ani Przygoda nie napisały z nami kolejnych rozdziałów do całej naszej Historii, kiedy dzieląc ten sam kąt w domu, staliśmy gdzieś bardzo daleko od siebie, w dodatku odwróceni do siebie plecami.

Ale dzisiaj Powieść pragnie być pisana, Powieść pragnie być badana od nowa. Od nowa zmierza ku nowej Przygodzie a Historia budzi się po wielu nocach letargu. Kierujemy się w te znane nam ścieżki, lasy, góry, rozgrzewające słońce, biegamy boso po rosie. Nie daleko od nas są nasze trzy Przyjaciółki, one, które nie potrafią wytrzymać długotrwałej pustki. Wstaję więc i podejmuję rękawicę rzuconą przez wszystkie trzy. Nie jest to łatwe. Rękawice upadają w wysokich trawach, tam gdzie jeszcze przed chwilą z dziecięcymi uśmiechami baraszkowaliśmy na bosaka. Myślisz, że to takie proste? Odnaleźć rękawicę uplecioną z myśli oraz umysłu?  A czy to łatwe kiedy szukasz aż trzy?

Ta łąka jest nam znana. Jeszcze nie tak dawno była obsiewana, co często nas skłaniało do tego, aby zatrzymać samochód i zanurzyć się w zboże. Pletliśmy wianki z plonów. Zawsze mnie dziwiło, że jak to się stało, że kiedyś zboże było swoistą bazą, wydeptane korytarze tworzyły labirynt, wydeptane koło zakrywało nas całkowicie przed szukającymi nas rodzicami, dziadkami. Zboże nas przerastało. A dzisiaj? Sięga mi zaledwie do pasa. Zapytała mnie kiedyś nasza starsza córka, dlaczego czasami siadam na skraju pola, i zapadam w sen z otwartymi oczami.

Opowiadam jej wtedy jak to wspaniałe czasy były naszego dzieciństwa, dzieciństwa spędzanego bez bajek całą dobę w telewizorze, bez Internetu, ale za to z całą gromadą przyjaciół i kolegów. Jak można tak bardzo zatracić się w codzienności i nie chcieć wracać do czasu dzieciństwa, czuć zapach wypiekanego chleba w piecach opalanych drewnem, popijać mleko od krowy…

Rozmarzyłem się, a to przecież kolejne Rozdziały tej samej Historii, ale nie tej samej Przygody, nie tej części Powieści.

Pamiętasz? Pamiętasz, jak spacerowaliśmy po polu wśród kwiatów rzepaku? Jak nie rozmawialiśmy o niczym ważnym, a nasze splecione dłonie były razem? Pamiętam jak twoje piersi falowały nad kwiatami, jak zakładałaś wianek z kwiatów i zapraszałaś do siebie. W każdej takiej chwili i po dziś dzień wierzę że jestem kimś absolutnie wyjątkowym. Jak długo mogliśmy się zanurzać w siebie nawzajem? Nie liczyliśmy czasu, nie chcieliśmy go liczyć. Zdarzało się że zanurzaliśmy się w siebie z samego rana, aby wyjść po kilku dniach. Historia się nic nie zmieniła, Powieść tylko dopisuje kolejne litery, kropki, przecinki. Przygoda za to rozrasta się i już nie tylko powiela znane nam szlaki, trakty. Dotyk, emocje, bliskość, zapach. Wszystko to na przestrzeni wszystkich lat, niby takie samo, ale jakże inne. Wspaniale jest wiedzieć jak napisać kolejne arcydzieło między Twoimi nogami, jak dokonać sztuki opuszkami palców muskając naprężone piersi, czytać wersy i strofy, spływających kropli, dających sygnał że to już, że to niebawem, ale warto pisać kolejne słowa powoli.

Dotykam językiem najbardziej rozgrzanych Przecinków, Kropek. Dostarczają wiele kolejnych słów, mówiących o tym, jak łatwo jest odmierzyć czas z punktu A do punku G. Nie gestykulujesz. Właściwie leżysz spokojnie, zdana na łaskę, lub nie łaskę tego, który nie zamierza od Ciebie odstępować. Ta proza, lub jak wolisz poezja to taki efekt kwiatu, rozkładającego swoje płatki ku Słońcu, a zamykający swoje skarby kiedy nadchodzi noc.

Dzisiaj właśnie zapada noc. Oddech, rozrywany przez Słowa, zaczyna wracać do normy. Kolejny raz, Powieść zatoczyła nowe kręgi, zaczynając od tego co nam znane, a zaprowadziła nas na zupełnie nowe miejsce. Nowe ścieżki, nauczyła nowych słów.

 

 

Znam tę Historię dokładnie. Każdą krągłość, każdy ubytek, nadmiar, Znam tę Historię, bo sam przecież jestem jej autorem, sam ją rzeźbię, w przestrzeni czasu. Bycie częścią tej Historii jest ogromnie fascynująco. Wylewają się słowa, wypływają morały, łzy sklejają kolejne kartki. Wszystkie one dobierają się do nas samych. Historia nie lubi, kiedy chce się wyrwać z niej kartki, lub kiedy manipuluje się przy jej treści. Nie wybacza nikomu, kto zamierza zmieniać jej sens, nie pozwala także zapominać, jak wiele jej samej zawdzięczamy.  

Urywamy się czasami z jej smyczy. Uciekamy w kierunku, który przynosi nam wiele oddechu.

Widzisz? Nie, czuję. I chcę wiedzieć, czy kiedy spotkamy się znów w tym samym miejscu, Ty postawisz kolejne dzieło, dzieło sztuki i pozostawisz swój Podpis do końca moich dni.

 

Odsłony: 1196

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież

Mam to co mam i jestem szczęśliwy

Straciłem to co straciłem i nadal jestem szczęśliwy