Obłędne Błędne Skały

Szmat czasu. Kilka miesięcy od daty mojego ostatniego wpisu, a więc czas powrócić na łamy bloga. Może nie koniecznie z wielkim przytupem, ale małymi kroczkami wrócić do odpowiedniej formy.

Naprzeciw wyszedł nam długi weekend. To znaczy, wolny czwartek, bo w piątek miało być wolne, ale niestety, nie było. Skoro więc był ten wolny czwartek, to postanowiliśmy rodzinnie nie siedzieć w domu, ale się gdzieś wybrać. Od dłuższego czasu szukaliśmy okazji, aby się wybrać na Błędne Skały i zahaczyć o Szczeliniec. Dzieciaki nie są już takie małe, energii mają za nas czworo, to pozostało spakować się do Cytrynki i wyruszyć w drogę.

O ile nasze chęci było spore, o tyle nie do końca wszystko nam wyszło tak, jak chcieliśmy.

Po pierwsze: data. Mieliśmy nadzieję, że skoro mamy wielkie święto, to nie będzie tłumów…

Po drugie, wyruszyliśmy zbyt późno, aby wspiąć się na te obydwa miejsca, dlatego ostatecznie podjęliśmy decyzję, że idziemy tylko na Błędne Skały.

 

 

Obie decyzje były brzemienne w skutkach,

chociaż tylko druga z nich,

była naszym sporym problemem.

 

Wracajmy jednak na drogę, bo przecież nie o tym miałem napisać.

Góry Stołowe, to unikatowy w swojej formie park narodowy. Cudo stworzone przez matkę Naturę, jakich podobnych, nie ma wiele w Europie czy na Świecie. Przynajmniej w zasięgu naszego portfela.

Struktura, budowa, tak jakby z klocków poukładane bloki skalne, do tego bogaty w faunę i florę las, przecinany wąskimi strumieniami, potoczkami, dostarcza sporo wrażeń i pozostaje w pamięci na dłuuugo, po powrocie do domu.

Nie będę zajmował się geologią czy opisem każdego napotkanego zwierzaka. Skupię się na tym, co mnie najbardziej urzekło, a do czego cały czas tęsknię.

Do gór, do wspinaczki, i do tego, aby wreszcie pokonać Bieszczady raz jeszcze, co z moją obecną kondycją może być wyczynem nie mniejszym niż komercyjne zdobycie Everestu.

Wyruszyliśmy z Leszna około 10. Dojechaliśmy około 13:30. Tak, można szybciej, ale dzięki wielu „ambitnym” rajdowcom napotkaliśmy na sporo korków. Naliczyliśmy po drodze trzy wypadki, które opóźniły nasze dotarcie do celu o jakąś godzinę. Nie, nie mam pretensji do nikogo. Po prostu następnym razem wyjdziemy przynajmniej o trzy godziny wcześniej.

Już wjeżdżając w okolice Kłodzka, wiedzieliśmy, że nie będzie tak łatwo. Z każdą pokonaną kolejną miejscowością już mieliśmy pewność, że w tym dniu Błędne Skały chce odwiedzić przynajmniej ćwierć Polaków.

 

Zamek Czocha - Mistyka; Magia ... Masoni??                

  Zagroda u Rzeźbiarza, Sława.                                         

 

Na miejscu zaparkowaliśmy na dolnym parkingu. Pamiętałem z odległych czasów, że z parkingu YMCA, prowadzi wspaniała ścieżka, dająca „odrobinę” satysfakcji dla wprawionego turysty, a ogrom satysfakcji dla grubasa z nizin. Weszliśmy więc do lasu, gdzie tabliczka informowała nas o tym, że do Błędnych mamy godzinę.

Jeszcze tylko zabranie najpotrzebniejszych rzeczy do bagażu podręcznego, odwiedzić toitoie, i ruszamy.

Wspominałem już o tym, że było sporo ludków? Było. Podczas pierwszego etapu mijaliśmy dziesiątki turystów wracających ze szlaku. Dosłownie: dziesiątki.

Nic to. Przyjemna pogoda, osłonięci wysokim drzewostanem maszerowaliśmy pokonując pierwsze wzniesienia.

 

Zerkałem na naszego najmłodszego podróżnika, bo z Dorotką to jest tak, że wyjście na plac zabaw kilka kroków powoduje drastyczne zmęczenie. O dziwo, na szlaku poruszała się, jak nie przymierzając Kukuczka, kiedy zdobywał swój ostatni czternastotysięcznik.

A tutaj? Nie poznawałem dziecka.

Nie martwiłem się o starszą córkę. W końcu uczennica klasy sportowej powinna sobie poradzić. Chociaż zmęczenie pojawiało się na jej twarzy, to byłem z niej nie mniej dumny, niż z Dorotki, czy Radosnej Mamy. Po pokonaniu pierwszego etapu dotarliśmy do miejsca, w którym szlak z łagodnego podejścia, zaczyna się wspinać. I to w bardzo ciekawy sposób.

Od Rozdroża pod Lelkowem, ścieżka zaczynała być bardziej górska. Znaczne pochylenie, korzenie i kamienie dodawały smaczku do całej wyprawy.

 

Owe podejście mogłem porównać do pierwszego   na Rożki, szlakiem z Cisnej, gdzie słowami piosenki… „W Cisnej leje się…”.

 Podziwiałem mijanych rodziców niosących nie tylko bagaże, ale swoje dzieci w przeróżnych konfiguracjach, bo przyznam się szczerze, nie wiem, czy dzisiaj, w obecnej formie, dałbym radę.

Pewnie jakby było trzeba, to dałbym, ale kto tam wie.

Kiedy stanęliśmy na szczycie podejścia, poczuliśmy zmęczenie, ale i satysfakcję.

W tym samym momencie minęło nas kilkanaście aut. Tak sobie pomyślałem… A gdyby tak jednak wjechać autem… By po chwili stwierdzić, że jaki jest sens wjeżdżania pod same szczyty.

Po około godzince z minutami dobrnęliśmy do kasy.

Takiego tłumu to nie widziałem nawet przed Żabką w niedziele wolne od handlu.

Serio? Czy wszyscy musieli wpaść na te sam pomysł?

No ale to nie jest ani ich wina, ani wina moja. Po prostu tak już jest.

Odczekaliśmy swoje w kolejce, kupiliśmy bilety i stojąc w ciągłym korku, tym razem na szlaku, zaczęliśmy spacer.

Tłok tłokiem, masa ludzi masą ludzi, ale i tak cieszyliśmy się wspaniałymi widokami, bajkowym krajobrazem czy przeciskaliśmy przez trasę. Okazało się, że pomimo sporej ilości centymetrów w pasie, daliśmy radę przejść przez Liczyrzepę, czy Furtkę.

Tak czy owak, nasza wyprawa zakończyła się naszym sukcesem. Pełnym sukcesem!

Po raz kolejny wygraliśmy z pewnymi swoimi słabościami, z lenistwem, z codziennością.

Pokonaliśmy Labirynt i w drodze powrotnej, usatysfakcjonowani, trochę zmęczeni, głodni, korzystaliśmy z bogactwa Natury, ładując akumulatory do codzienności.

Żałuję tylko dwóch rzeczy.

Nie zeszliśmy Zieloną ścieżką edukacyjną, która mogłaby nam pokazać jeszcze wiele wspaniałych miejsc Gór Stołowych, oraz tego, że pomimo wszystko za późno było, aby wejść na Szczeliniec.

Postanowiliśmy wrócić w Góry Stołowe. Tym razem nie tylko na chwilę, ale na kilka dni, przy okazji odwiedzimy wiele ciekawych obiektów, wartych zobaczenia. No i może nie koniecznie tylko Góry Stołowe, jako takie, ale Ziemia Kłodzka… To także fantastyczne miejsce na aktywne wakacje.

 

A jak już wrócimy, to opowiem to i owo.

 

I tak jak przeglądałem tę skromną relację, znalazłem jedno zdjęcie,

które uświadomiło mi, że jednak szkoda,

iż takie miejsca są dla wszystkich. Niestety.


 

Galerię z wycieczki znajdziesz właśnie tutaj ;)

 

Odsłony: 262

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież