Jedenasty listopada. Święto (nie)wszystkich Polaków.

Opublikowano: niedziela, 14 listopad 2021 RadosnyTata Drukuj E-mail

Każdego roku, w okolicach listopada, szczególnie 11 dnia tego miesiąca, słyszę bardzo dużo o patriotyzmie, o wolności, o tym, jak to ważnym jest, manifestować w tym dniu, swoją „polskość”, najlepiej spacerując w tym dniu z dumną biało-czerwoną, zacząć dzień o mszy świętych, a potem słuchać pod pomnikami wzniosłych przemówień włodarzy wsi, gmin, miast, powiatów, województw, na stolicy Polski, kończąc. Okazuje się, że w tym dniu, każdy z owych włodarzy, hierarchów, dostojników wszelkiej maści i koloru, ma dość sporo do powiedzenia na ten temat.

Czy właściwie? Czy absolutnie godnie?

Nie, nie będę się pastwił na tym, czy coroczny marsz niepodległości, organizowany przez nasze rodzime organizacje narodowe, to impreza narodowa, dla wszystkich, mająca odzwierciedlać wielkie zjednoczenie wszystkich Polaków, bo wiem, że tak nie jest. Nie jest tak i obecność osób o odmiennym kolorze skóry, o tym, że ktoś brał udział rodzinnie, tego nie zmieni. Ważnym dla mnie nie jest już to, kto to organizuje, ale pod jakimi hasłami, poglądami. Nie zgadzam się z poglądami organizatorów, więc nie biorę w takich imprezach udziału. Nie jestem katolikiem (na długo, zanim to było modne, bo od nastu lat), dlatego nie biorę udziału w uroczystościach religijnych z żadnej okazji.

Albo się ma jakieś przekonania, albo się ich nie ma. Kręgosłup ma się jeden.

Nie będę także odnosił się do wydarzeń z Kalisza, musiałbym w tym przypadku wypowiedzieć się inwektywami, wolę jednak to sobie oszczędzić.

Jak spędziliśmy owo święto? Rodzinnie. Z żoną, dziećmi, przy rosole, grach planszowych, oglądając po raz kolejny wersję filmową Aladyna, spacerze z psami, z lekturą w dłoni. Akurat miałem na tapecie „Ślepnąć od świateł” Żulczyka.

Czy tak powinno wyglądać uczczenie święta Polski Niepodległej? Nie wiem. W ubiegłych latach wychodziliśmy z córkami pod pomnik Konstytucji 3 Maja, aby złożyć kwiaty, aby dzieciaki pozbierały łuski, aby odwiedzić groby Powstańców Wielkopolskich, inne miejsca związane z walką o wolność Naszą i Waszą. W tym roku nie było na to niczyjej ochoty. Nie było żadnej werwy, aby wyjść z domu, uczestniczyć w oficjalnych uroczystościach, słuchać naciąganych przemówień polityków, opowiadających jak to Ojczyzna jest dzisiaj wielka, wolna i wspaniała.

Co się na to złożyło? Rządy PIS? Działania opozycji? Nieudolny Prezydent RP? Ofiara zaostrzenia prawa aborcyjnego? Nie wiem, kurwa, na serio nie wiem. Cała ta „polskość” bardzo mi wyblakła. Cała ta otoczka Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, stała się płytka, nijaka, taka bardzo antypolska. Nie zmieni tego faktu to, że wyjdę w tym dniu z Biało-Czerwoną, będę uczestniczył w pochodach, marszach, uroczystościach.

Ten słabnący trend wyrażania swojej polskości, zauważ także wśród sąsiadów, którzy z roku na rok, wywieszają coraz mniej flag narodowych. Jeszcze jakieś pięć, sześć lat temu, polskie flagi wisiały z każdego balkonu (no może na dwóch trzecich). W tym roku naliczyłem tych flag cztery. I to na dwóch blokach, ośmioklatkowych, cztery piętra, po dwa mieszkania na każdym poziomie.


Spora grupa Polaków, dla których wszelkie państwowe święta,

są okazją do spędzenia dnia wolnego od pracy.


Oczywiście, nie mogę wypowiadać się za wszystkich Polaków. Nie mam aż tak wysokiego mniemania o sobie, aby mówić w imieniu całego narodu, czy za naród. Opisuję tylko to, co widzę z mojego okna, z drogi do pracy, z rozmów ze znajomymi. Niewielu deklaruje chęć wzięcia w takich uroczystościach, a jeszcze mniej w nich wzięło udział.

Jak na takie zagadnienie mogliby odpowiedzieć socjolodzy, psycholodzy, politolodzy?

Nie mam pojęcia. Zapewne są przeprowadzane badania na ten temat. Badania, sondaże, ankiety, opracowania… Zapewne ma swoje trzy grosze pandemia, a może zwyczajnie, nasze ogólnonarodowe zmęczenie.

To ostatnie do mnie przemawia najbardziej.

Najczęściej Polacy chcieliby wreszcie odpocząć od tego wszechobecnego, nachalnego przypominania Nam o tym, że jesteśmy Polakami, że nasi przodkowie ginęli na wszystkich frontach w czasie ostatniej wojny, o której współczesne pokolenia innej narodowości uczą się ze swoich szkolnych podręczników. Również tych niemieckich, włoskich i japońskich, ale i rosyjskich, ukraińskich, amerykańskich czy brytyjskich. Mają one rzecz jasna swoją narodową oprawę, w każdej wersji (no może poza niemiecką) przeczytamy, że gdyby to nie wszyscy oni, to wojna trwałaby po dzień dzisiejszy. Nie o to tutaj chodzi.

             Jesteśmy zmęczeni przedstawianiem Nam dzisiejszej Polski,

jako wszechpotężnego mocarstwa,

które jest zdolne do dyktowania warunków gospodarczych wszystkim innym,

tak jakby nasza dominacja na wszystkich rynkach była przytłaczająca.

 

My, tutaj na dole, jesteśmy zmęczeni trwającą wojną wszystkich ze wszystkimi, o wszystko, tak jakby nie można było zwyczajnie żyć tak, jak się chce, tak jak się uważa, ale bez narzucania myślącym inaczej, swojego stylu istnienia i myślenia. Jesteśmy zmęczeni wojną polityków, manipulacją mediów, wmawianiem Nam tego wszystkiego, co powinniśmy, co Nam wypada, a czego Nam nie wypada wykonać.

A wkurwieni są naprawdę wszyscy, nauczyciele, pielęgniarki, lekarze, sędziowie, policjanci, kasjerki, przedsiębiorcy, rodzice uczniów, rodzice w ogóle, posiadacze pieców na węgiel, posiadacze instalacji fotowoltaiki, uczniowie, studenci, nawet Pani Pawłowicz, co chwilę Nasz wszystkich zaskakuje, że jest zdenerwowana, bo ktoś jej coś tam opowiedział, napisał, albo zrobił. Wkurzony jest Ziemkiewicz, bo okazało się, że ucywilizowana Anglia nie pozwoliła prawicowemu patriocie odwieźć swojej córki na jedną z najbardziej lewackich uczelni w ich kraju.

Czy na takim fundamencie da się jeszcze cokolwiek zrobić razem? Z historii wiem, że nawet powstania Nam nie wychodziły, bo okazywało się, że zawsze cel był jeden, ale pomysły na rozwiązanie problemów w drodze do celu, bardzo różne i odmienne.

Jestem za bardzo zmęczony, aby żyć w takiej Polsce. Bardzo.

Co bardzo smutne, nie jestem w tym sam.

Ps. Być może znajdzie się ktoś, kto mi napisze, że skoro tak mi tutaj źle, to przecież zawsze mogę wyjechać. Otóż nie mogę.

Odsłony: 712

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież