Bo z dzieckiem należy prowadzić dialog ...

Opublikowano: wtorek, 16 maj 2017 RadosnyTata Drukuj E-mail

Jak to się dzieje że dzisiaj jest tylu znawców jak wychować dziecko? Warto podkreślić, nie swoje dziecko, jeżeli chodzi o nasze, to już lepiej bez kija nie podchodź, a jednak.

Całe mnóstwo programów telewizyjnych, poradników, forów internetowych, koleżanek, kolegów, babć, dziadków, księdza, sąsiadki, opiekunki z przedszkola… Jak z tym walczyć aby nie zwariować? Moim skromnym zdaniem pozostać sobą w całej plątaninie porad i zaleceń wychowawczych.

Do moich „ulubionych” należy „Superniania”. Nie, nie podważam autorytetu Pani Zawadzkiej, ale czy kobieta której sąd rodzinny ograniczył prawa rodzicielskie ( bez względu na to co ona sama o tym mówi) może mieć moralne prawo pouczać jak wychować (nie)swoje dzieci? Znana Pani, Psycholog dziecięcy, mająca swoje kilka minut w telewizji, napisała kilka książek, ale też i nie obyła się bez wpadek. Przyznaje w wywiadzie dla pewnego tygodnika że dzieci w jej programach były nie tylko informowane i instruowane jak mają się zachować, ale nawet pod wpływem przeróżnych leków.[1]

Pewną recenzją wiedzy i doświadczenia Pani Zawadzkiej, jako autorytetu z pewnością jest zachowanie syna, który musiał garściami czerpać z dorobku Pani Zawadzkiej.[2] Fakt próby zgwałcenia koleżanki wskazuje na to, że nie każdy trening przynosi pożądany skutek. Dlaczego o tym napisałem? Czy dlatego że mam satysfakcję? Nie, trudno mieć satysfakcję z powodu nie powodzeń gwiazdy telewizyjnej, nie miewam z zasady żadnych satysfakcji kiedy komuś się noga podwinie, no może czasami jestem uszczypliwy, ale nie życzę nikomu źle.

Wychowanie, to proces który jest od samego początku skazany na niepowodzenie, jak mawiał starszy człowiek, którego znam tylko z imienia. Może i trochę racji w tym jest, a jednak nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy.

O ile wychowanie ala Zawadzka kojarzy mi się z trenowaniem konkretnych zachowań za cukierka ( należy tutaj podkreślić, że czasami skutecznie trenują one przyszłych konsumentów, tylko cukierki zamieniają się w Xboxy) o tyle wychowanie jest dla mnie bardzo ważnym. Dlaczego?

Teza, która mnie osobiście przyświeca w moim podejściu do dzieci jest ta, wypowiedziana w swoim czasie przez duńskiego terapeutę, Jespera Juula: „Dzieci nie potrzebują wychowania, ale przyjaznego przewodnictwa”.[3]

Książka określana na cztery przymiotniki: brutalna, mocna, kontrowersyjna i cudowna.

Wszystkie te punkty opisują jak „niebezpieczna” dla rodzica może okazać się ta pozycja, jak bardzo może ona zmienić matkę w mamę, a ojca w tatę. Nie jest to takie proste i oczywiste.

Analizując wszelkie możliwe scenariusze opisane przez Juula, oraz ,metody rozwiązywania

problemów dziecięcych, często ignorowanych przez świat dorosłych. Ideą, która przyświeca Juulowi, i co tak wspaniale odróżnia go od szeregu Zawadzkich jest to, że w wychowaniu nie są ważne metody, bo one sprowadzają drugą stronę do przedmiotu, oczekujemy że postąpi one wg. schematu a nie dlatego, że zależy nam na wspólnym zachowaniu czystości w pokoju.

Skandynawowie od zarania dziejów mają zupełnie inną wizję dzieci niż Słowianie. Ale im głębiej w las tym więcej drzew… Istotą wychowania dzisiaj, a raczej przyjaznego przewodnictwa jest oczywista oczywistość, że tylko dorośli mają wszelkie narzędzia do tego, aby rozwiązać każdy rodzinny konflikt. Przypomina mi się w tej chwili scena z serialu „Rodzina Zastępcza”, w którym to po przeprowadzce do domu, młodzi chcieli ten sam pokój, ale zabrakło woli i chęci do rozwiązania problemu. Rozwiązanie było mało demokratyczne, ale problem rozwiązało. Nie, nie bądźmy siłaczami, mamy być przecież zwolennikami pokojowego rozwiązania problemu. Jak więc? Zachęcam do przeczytania.

Kiedy słucham wielu rodziców, jak potrafią się odnosić do dzieci ( i ja tutaj do wyjątków nie należę, niestety). Zbyt często moje interwencje są zbyt głośne i chociaż trwają tylko kilka sekund, to wywołują u mnie ból, dosłowny, boli, kiedy dziecko spogląda na mnie ze smutkiem. To moje największe porażki. Zrozumiałem, że największym wyzwaniem w drodze naszego dziecka nie jest wychowanie i dbanie o nie samo, ale przede wszystkim, nauczenie dbania dziecka o siebie. Dziwne, co nie? Ale jak spojrzeć na to wszystko oczami dziecka? Na nic więc krzyki, płacze i jeszcze nie wiadomo co. Ważne, aby nauczyć się współpracy z dzieckiem na każdej płaszczyźnie, a nie w okresie, kiedy wchodząc w wiek nastoletni, przypominamy sobie o czymś takim, jak trzeba pociechę odebrać z komisariatu, lub z gabinetu dyrektora szkoły.

Nie oznacza to że uniknę w tym wszystkim problemów. One były, są i będą. Dobrze jest jednak spojrzeć na nie oczami dziecka a nie przez pryzmat wiedzy osoby dorosłej.

Znacie ten monolog Bałtroczyka w którym to zniechęca swojego syna do wkładania widelca do kontaktu? Czasami musi pizgnąć, aby drugi raz nie próbować. Ja nie próbuje, nie chcę.

Zapewnienie bezpieczeństwa naszym dzieciom, to zupełnie inny aspekt wychowania, ups… łapię się na tym – przyjaznym przewodnictwie. Bezpieczeństwo nie oznacza że za każdym razem poprowadzę swoje dzieci po szerokiej drodze ( szeroka to nie zbyt dobry pomysł) ale że przebyta droga będzie dla nas wspólną przygodą, jaką może być spacer taty z córkami.

Wielu moich znajomych ma wielki problem z ustaleniem granic swojego rodzicielstwa, które słusznie jest bezgraniczne, ale nie powinno one też być widoczne na każdym kroku. Nie chcę za każdym razem dawać do zrozumienia moim Pociechom, że oto idzie Ojciec. Marzeniem moim  jest aby zawsze widziały we mnie tatę.

Radosne, przyjazne przewodnictwo, to cały szereg wskazówek, jak sprawić aby moje córki nie koniecznie były dobrymi ludźmi, bo nie dla wszystkich „dobry” oznacza to samo, ale aby nie utrudniać im drogi do przyjaznego szczęścia, do poznawania świata takim jakim on jest, takim, jak potrafi być okrutny, ale i wspaniały.

Nie będę burzył swojego odbicia z lustra, bo z jakiej racji, ale jednak uważam, że wspaniałym tatą zostanę, kiedy nie będę się martwił o postawiony kubek herbaty na stare lata, nie dlatego, że moim córkom będzie się wydawało że tak powinny, ale postawią go dlatego, że będą tak czuły.

Marzę, aby moje córki nie były mi wdzięczne za to co dostaną materialnego, co im kupię, co im pozostawię po sobie, w końcu, One są na świecie, bo chcieliśmy je posiadać, ale za to, że kiedy oczekiwały miłości, zrozumienia, to je miały.

 

[1] http://wpolityce.pl/polityka/163508-dorota-zawadzka-przyznala-ze-kilkoro-dzieci-w-programie-superniania-wystapilo-pod-wplywem-lekow-a-ona-o-tym-wiedziala

[2] http://www.se.pl/rozrywka/gwiazdy/tak-superniania-wychowala-wlasnego-syna-pobil-i-chcial-zgwalcic-kolezanke_487828.html

[3] Jesper Juul; „Twoje kompetentne dziecko, Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?”; Wydawnictwo Mind.

Odsłony: 1877

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież