Jak to z Reymontem i Dostojewskim na randkę się wybrałem.

Jak to jest, skorzystać z maszyny czasu, i wybrać się w podróż do przyszłości?  Nic trudniejszego. Najprostszym krokiem, jest odłożenie na chwilę literatury współczesnej, i odkurzenie dzieł Dostojewskiego, Reymonta, Sienkiewicza, Puszkina, DeFoe, niezapomnianego Miguela de Cervantesa. Celowo nie wspominam o naszych rodzimych twórcach, którym zamierzam poświęcić więcej czasu, w swoich krótkich tekstach.

 

 

Przyznaję, że nie są to podróże bezpłatne. Kosztują czytelnika stan szoku, i mogą wprowadzić umysł w lekkie zakłopotanie, a to z powodu ogromu słów, jakie składają się na te wszystkie historie. Mam takie dziwne wrażenie, że gdyby „Zbrodnię i karę”, „Mistrza i Małgorzatę”, „Ziemię Obiecaną”, napisali współcześni pisarze, to takie książki nie byłyby już takimi cegłami, ale lekturami bardziej przypominającymi wszelkiego rodzaju skróty, służące do zaliczania kolejnych lat w szkole średniej.

Skąd taki temat? Zacząłem od „Zbrodni i Kary”. Wciągnęła mnie historia Raskolnikowa. Historia młodego człowieka, dokonującego strasznej zbrodni popełnionej z najniższych pobudek, mordujący w sposób ogromnie bestialski. Im jednak dalej w głąb historii, można poczuć do niego sympatię, do jego zachowania, charakteru, rozterek, chęci pomagania ludziom mającym gorszą sytuację od niego samego. Wreszcie, aż po wątek miłości, pomiędzy nim a Sonią. Jak mężczyzna spotka na swojej drodze kobietę, którą pokocha prawdziwym uczuciem, to potrafi ona wiele zmienić w jego życiu.

Nawet to, żeby wyjawić całą prawdę, przed sądem i odsiedzieć swoją karę.

To oczywiście, astronomiczny skrót historii, w której pojawiają się rodzina, przyjaciele, wrogowie głównego bohatera. W taki sposób może powstać krótka nowela, i nic czytelnik by nie stracił. Mamy w tym przypadku do czynienia z Dostojewskim, a to całkowicie zmienia punkt widzenia.

Muszę przyznać, zapomniałem już, że w literaturze istnieją sceny, dialogi, trwające dłużej niż jedna, dwie strony. Dostojewski zaprasza mnie do pokoju, wskazuje krzesło, i zachęca: popatrz, na tych ludzi. I siedzę, i oglądam, i słucham. Przez pięć, dziesięć, i więcej stron, jak mężczyźni dyskutują o losie rodziny Marmieładów, o ślubie siostry Raskolnikowa, o jej przyszłym mężu, lub w kontrze do jego osoby, o Sonii, która chcąc ratować swoich bliskich jest w stanie zrobić dosłownie wszystko … Wreszcie, rozterki, rozmyślania, wyrzuty sumienia naszego bohatera.

 

 

Nie byłoby powieści, gdyby nie miejsce. A miejsce akcji, jest perfekcyjnie dobrane. Przyznam się, że próbowałem odtworzyć wszystkie miejsca, w których dzieje się scena za sceną „Zbrodni…” Wyszła z tego przepiękna całość, która zapada na długo w pamięci wrażliwego czytelnika. Zapada, i jest to miłe, kiedy zupełnie znikąd, w pracy, podczas obiadu, kolacji, spaceru, przychodzi Dostojewski, i chce wiedzieć, czy u bohaterów, już wszystko w porządku…

Kiedy znudzi się komuś w stolicy carskiej Rosji, może się spakować,  i wyprowadzić do naszej Łodzi. A dokładniej, najpierw do Zgierza, bo to właśnie tam narodziła się stolica polskiego przemysłu tekstylnego. Innego zdania jest Reymont. Historię Borowieckiego, Bauma, Welta, Bucholca, Millera, Szaji, powinien znać każdy zwolennik Konfederacji, JKM. Można wiele wniosków wyciągnąć z faktu nieprzestrzegania zasad BHP, czy zmuszania ludzi do ciężkiej pracy, przez całe dnie.

Ale nie o tym.

Ziemia Obiecana, to przynajmniej w mojej ocenie, jedyna na świecie opowieść o tym, jak życie ludzkie może nie mieć żadnego znaczenia, ale wszystko zależy od owego życia.

Borowiecki, zamieszany w związki z wieloma kobietami, jedne kocha, inne tylko wykorzystuje do swoich interesów. Jest Anna, zakochana po uszy w Borowieckim, niedostrzegająca wad swojego „pana”, jak często o nim mówi. Maks, kochający swojego ojca, jednocześnie pragnący, aby ten wreszcie zakończył żywot, pośród swojej umierającej fabryki. Welt, skupiony na tym ile, i co na tym, i owym można zarobić.

Opowieść wpisana w łódzkie ulice, ogrody, pałace fabrykantów (piękne do dzisiaj), same fabryki, zmieniające co chwilę właścicieli, którzy albo popełniają samobójstwa, albo kończący swoje życie, jako żebracy.


Przeczytaj także:

Służba do grobowej deski - o kobietach, które swoim Paniom się kłaniały.

Czy Bóg wybaczy?

"Ucho Igielne" Wiesław Myśliwski


Reymont, niczym Dostojewski, prowadzi swoją narrację dookoła głównych postaci, miejsc kultowych (teatr), restauracji, całej masy ludzkiej, która jest wstanie oddać swoją wolę, tylko po to, aby dostać się do pracy. Owe narracje mogą się nam dzisiaj wydawać zbyt długie, nurzące, nie wnoszące nic, co głównego wątku. To pewnie efekt wymagań stawianych przez dzisiejszy świat. Czymże jest rejs przez Atlantyk, na pokładzie żaglowca, skoro dzisiaj mamy samoloty, ogromne wycieczkowce, czy statki liniowe, pokonujące dystans o wiele szybciej? Historie, opowieści, chcemy, aby zostały wyłożone szybko, bez zbędnego marnowania naszego czasu.

Znam osoby, które zaczynają czytać książki od ostatnich rozdziałów, tylko po to, aby się upewnić, że wszystko skończy się dobrze, a jeżeli nie, to aby spokojniej wchodzić w owe historie.

„Ziemia” zrobiła na mnie wrażenie, przede wszystkim dlatego, że Reymont w sposób mistrzowski stawia Borowieckiego, jak symbol Polaka, szlachcica, stojącego na straży swojego dobra, dbającego o swoje interesy, ale słuchającego głosu ludzi, którzy pracują dla niego, czy dla innych pracowników.

Wiem, można mu w innym miejscu zarzucić brak człowieczeństwa, kiedy nie zgadza się z Hornem, bo ten namawia ubogą wdowę, do pozwania fabryki za śmierć męża. W innym momencie oddala się od Anny, gdy ta, chce ratować okaleczonych pracowników fabryki.

Przyznam się Wam do jednego. Po przeczytaniu „Ziemi obiecanej” zacząłem w inny sposób spoglądać na swojego pracodawcę. Jakoś tak, bardziej przychylnie.

Chciałem pominąć, ale jakoś mnie to dusi… Przeczytajcie powieść Reymonta. Jeżeli nawet oglądaliście adaptację Wajdy, sfilmowanej z wielkim rozmachem, w przepięknych wnętrzach, często na ulicach Zgierza, to przeczytajcie tę powieść.

Dowiecie się z niej, że nie zawsze wierzyć w to, co pokazują nam w filmie, a film, to i swoje dodaje, a w przypadku „Ziemi…”, sporo zabiera. Pozdrawiam.

 

Odsłony: 24

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież