Klasyka prawdę ci powie.

To niezbity fakt. Książki pióra, a raczej klawiatury naszej najbardziej aktualnej Noblistki, to nie jest łatwy spacerek. Zrozumiałe, że wielu chciałoby zrozumieć, co też Ona ma na myśli, i niechcący, albo i z pełną premedytacją, robią sobie sporą krzywdę. Taki nowoczesny model umysłowego masochizmu. Język Pani Olgi jest tak Tokarczukowy. Trzeba mieć spore pokłady i cierpliwości, i świadomości, po co się sięga, bo nie zostawia Ona swojego czytelnika w spokoju duszy, jeszcze długo po zamknięciu okładki. Przypomina mi to stan emocjonujący pewnego bohatera innej książki, którego sobie odświeżyłem po latach. Przypomina mi to Raskolnikowa.

„Zbrodnia i kara” to jedna z wielu książek, gdzie idziemy pod rękę z bohaterem, życząc mu powodzenia, chociaż doskonale wiemy, że jest zbrodniarzem. Książki Dostojewskiego to typowy literacki Hitchcock. Zaczyna się to wszystko od trzęsienia ziemi, a później już może być tylko bardziej dramatycznie. Uradowany, że poradziłem sobie z „Księgami Jakubowymi”, otworzyłem pierwsze strony „Zbrodni… „ i dostałem młotem udarowym prosto pomiędzy uszy. Obfitość zwrotów; nadużywanie zdań podwójnie, potrójnie, poczwórnie złożonych; i akcja rodem ze „Szklanej pułapki” to kwintesencja klasycznej literatury, bez której nie wyobrażam sobie życia.

 

 

 

 

 

„A więc nie straciłem jeszcze zupełnie rozumu,

a więc umysł mam sprawny i pamięć też jeszcze niezłą,

skoro sam do tego doszedłem, sam na to wpadłem!

– pomyślał z dumą i odetchnąwszy głęboko i radośnie pełną piersią.

– Po prostu chwilowe osłabienie spowodowane gorączką, przelotne zaćmienie”

 

 

 

 

 

Sam Dostojewski, pomimo sporej ilości scen, miejsc, wydarzeń, postaci, buduje swoją narrację, wzorując się na rzece rozpoczynającej swój bieg od wodospadu. W pierwszej części, z wielką szybkością opada do obranego przez siebie poziomu, po czym rozlewa się dookoła, zajmując coraz to większą powierzchnię, tworząc jezioro, a dopiero z tego jeziora zaczyna wypływać struga opowiadania, kończąca swój bieg w wielkim morzu, napotykając wszystkie inne historie i opowiadania zasłyszane gdzieś obok.

 

„Ależ nie! Ależ nie! Jakże wąsko, a nawet głupio –

proszę wybaczyć -rozumie pan słowo „rozwój”.

Przecież pan absolutnie niczego nie pojmuje!

O Boże, jakiż pan jest jeszcze … niedojrzały!

My chcemy dać wolność kobiecie, a panu tylko jedno w głowie…

 

Po drodze spotyka wiele wyłomów, przepustów, raz szerzej, raz wąsko, raz pomiędzy skałami, a raz pomiędzy gęstym lasem, ale cały czas w obranym kierunku: Do konkretnego zakończenia. Zadziwiające jest to, że chociaż każdy pisarz ma swój styl, pomimo tego, że wierni czytelnicy wiedzą, co może być na samym końcu, to i tak nabieram się na takie treści i czytam, czytam, czytam…

I doczytuję, że można współczuć brutalnemu mordercy, można współczuć pijakowi, można współczuć wdowie po pijaku, można współczuć wszędzie każdemu, bez wyjątku. Moralne huśtawki doprowadzają czytelnika do szeregu frustracji i zmuszają do wykrzyczenia wszystkim bohaterom: Czy wy jesteście ślepi? Nie widzicie, kto jest winny? Nie widzicie, że to jest chore?

 

 

„-Przyszedłem również dlatego, jak już powiedziałem, że obowiązany jestem panu wytłumaczenie.

Nie chcę, by uważał mnie pan za potwora, tym bardziej, że darzę pana szczerą sympatią,

może pan wierzyć lub nie.

W związku z tym jest i po trzecie, składam tu panu otwarcie pewną propozycję

– niech się pan zgłosi do mnie oficjalnie i wyzna swą winę.

Będzie to niepomiernie korzystniejsze dla pana,

ale również dla mnie – po prostu ciężar mi spadnie z serca.

Czyż mógłbym wyrazić się jaśniej?”

 

I tak to właśnie trwa przez kilkaset stron i szereg ulic Petersburga, ukrytego pod tajemniczymi skrótami.

 

Przeczytaj o innych książkach

Służba do grobowej deski...

"Ucho Igielne"...

"Zabić Drozda" ...

 

Przyznaję, że nie łatwo mi się czytało Dostojewskiego. Przez wiele lat w ogóle nie sięgałem po Klasyków, i chociaż miałem w swoich rękach książki wielu współczesnych pisarzy, Lub takich, co to zdążyłem ich poznać jeszcze ze dwie dekady temu, to zdążyłem już zapomnieć, jak pisali prawdziwi Mistrzowie. Dbałość o jakość, czystość, formę języka, jaką można odnaleźć w literaturze najwyższych lotów, to najlepsza uczta dla ducha, jaką sobie można zafundować. Mało tego, czas poświęcony na przeczytanie Klasyków nigdy nie będzie czasem straconym. Oddają Oni czytelnikowi na wiele sposobów. Tak właśnie to wygląda, nie tylko z samym Raskolnikowem, ale np. z Sonią – osobą oddającą ciało za pieniądze, szukającej siły w opowieści o Łazarzu i innych biblijnych przypowieściach. Tak jest z niedoszłym szwagrem Raskolnikowem, Porfirym, dla którego od samego początku jest oczywiste, kto zabił, ale czekał na przyznanie się do winy głównego bohatera.

 

 

 

Odsłony: 149

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież